Literatura, sztuka, recenzje, refleksje, spostrzeżenia. Redaguje PiotrWiktor przy pomocy Madeleine i Infanta.
Gazetaliteracka.pl
sobota, 10 czerwca 2006
Monciak? Ul. Monte Cassino? Po czym poznajemy prawdziwego sopocianina.

1. Plakaty zapowiadają szumnie "Święto Monciaka" , a ja zachodzę w głowę, skąd do tej, skądinąd szacownej ulicy, przylgnęła ta żargonowa nazwa. Niby sympatyczna, a jednak widać, że stworzona przez i na potrzeby turystów z interioru (przy całym dla Nich szacunku). Rasowego sopocianina poznaje się bowiem po trzech rzeczach: a) że nie uzywa nazwy "Monciak"; b) że odziewa się promenadowo dopiero wtedy, gdy robi się naprawdę ciepło; c) że w lipcu i sierpniu nie znajdziecie go w domu. Zaszywa się wtedy w lasach środkowych Kaszub, albo po drugiej stronie kontynentu. Byle dalej od tego, co media i foldery sprzedają jako "atrakcje Wybrzeża".

2. Opowiadał mi kiedyś Papa S., że przed czterdziestu z górą laty, ktoś całkiem omyłkowo zmienił nazwę ulicy na Obrońców Monte Cassino i tablice z jej nazwą wisiały na niej przez kilkanaście godzin ku uciesze rozmaitych złośliwców. Niewielu jednak pamiętało, że włoskich gór (choć niekoniecznie umocnień nad Cassino) broniło również co najmniej kilkuset Kaszubów i Pomorzan, którym w początku 1944. gauleiter Forster kazał wybierać pomiędzy śmiercią w szeregach wehrmachtu, a śmiercią za drutami Stutthoffu. Kiedy się o tym pomyśli, mało komu jest do śmiechu.

3. Dodałem mojego bloga do bazy Technorati Profile

4. Zaproszenia: Nadbałtyckie Centrum Kultury oraz Wydawnictwo słowo/obraz/terytoria zapraszają na prezentację książki "Poza słowa. Antologia wierszy 1976-2006" zredagowanej pzrez Tadeusza Dąbrowskiego; w programie wystąpienia poetyckie i panel krytyczny (20.06.2006, godz. 19.00; Gdańsk, Ratusz Staromiejski, ul. Korzenna 33/35). "2 sztuki gratis": avant-pop elektronika Zerova, poezja Mariusza Więcka (Sopot, Dworek Sierakowskich, 23.06.2006, godz.20.00).

08:59, peter1968
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 czerwca 2006
Franciszek Kamecki: Podsłuchiwanie siebie. Wybór wierszy, Bydgoszcz (Galeria Autorska) 2006.

Poczta przyniosła mi niedawno nowy wybór wierszy Franciszka Kameckiego zredagowany przez Jacka Solińskiego z Galerii Autorskiej. Książka ta obejmuje ponad trzydzieści lat twórczości kapłana znad Dolnej Wisły i zdecydowanie się różni od wyboru poprzedniego ("Skarga Księdza", Sopot 2002), w którego centrum umieszczono przede wszystkim wizję kapłańskiej posługi, rozumianej jako przyglądanie się ludzkim biedom, nie zawsze zresztą jedynie duchowym.

Czytając "Podsłuchiwanie siebie", powracamy do drugiego w hierarchii ważności (zaraz po doświadczeniu religijnym) żródła tej poezji. A jest nim refleksja egzystencjalna. Ponownie staje tu przed nami jeden z najważniejszych bohaterów wierszy Kameckiego - Syzyf. Wystąpi tutaj pod własnym imieniem lub pod imionami przybranymi. Ale zawsze musi się zmierzyć z z trudami istnienia. Liryczna persona autora dostrzega je najlepiej w chwilach wsłuchania się, wejrzenia w siebie. Dokonuje szczególnego "istnieniowego" rachunku sumienia. O takich chwilach powie: Wyczerapny chronię się/ w najsubtelniejszej ciszy/tam mogę znów podsłuchiwać/ jak przesuwają się powoli umarli/ jak zatrzymują się bryczki na czubku igły/ jak na jednej nitce wisi moje serce/ i cały wszechświat (***, Wciąż podsłuchuję siebie...).

W odróżnieniu od standardu (a może już - streotypu?) poezji kapłańskiej, akcentującej "dziecięcą" ufność wiary, wiersze Kameckiego od dawna, może od zawsze, podkreślają ryzyko zawierzenia. Tak silnego i głębokiego, że milczenie Bóstwa nie tylko mu nie przeszkadza, ale - paradoksalnie - umacnia w wierze. Bo wyraża tu poeta przekonanie, że Bóg - cichy - również wsłuchuje się w człowieka, do dna jego mowy, do głębi jego istoty.

Zbiór wierszy wsłuchanych to nie lada atrakcja dla miłośników oryginalnego edytorstwa. Teksty dobrane wrażliwie i ze znawstwem zilustrowano sugestywnymi linorytami wspomnianego już Jacka Solińskiego. Wydrukowano je na sztywnym, jasnobrązowym papierze, zamknięto w srebrzysto-granatowej obwolucie. Nakład: 500 egzemplarzy, więc bibliofilom doradzałbym pośpiech.

17:58, peter1968
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 czerwca 2006
"Dwa teatry" - finał na plaży.


Wręczenie nagród festiwalu "Dwa Teatry" (Sopot 02-05.2006). Usadowiłem się zaraz za ekipą telewizyjną. Scenografia cudowna: scena z widokiem na redę, po której z wolna przesuwały się statki. Pogoda okrutna. Marzli wszyscy: artyści, oficjele (kamery na przezesa Wildsteina!), hostessy, para konferansjerów; nawet kwartet jazzowy Sławka Jaskułke. Pełna demokracja odzienia: wyjściowe suknie ukryte pod ciepłymi płaszczami; garnitury sasiadujące z polarowymi kurtkami. Wszyscy solidarnie sączyli grzane wino, jak to w czerwcu na polskiej Rivierze.
Był ten wieczór jednak okazją do wysłuchania i zastanowienia się nad kilkoma mądrymi zdaniami, chociażby takimi jak te wypowiedziane przez Jana Englerta, że (cytuję z pamięci) w dobie inwazji mediów elektronicznych teatr jest obroną słowa.
Werdykty jurorów, niekotrowersyjne i dobrze uazsadnione artystycznie: Grand Prix za słuchowisko: "Gdzie jest ten tani kupiec" według Alicji Bykowskiej-Salczyńskiej w reżyserii Waldemara Modestowicza, Grand Prix za spektakl telewizyjny: "Juliusz Cezar" według Szekspira w rezyserii Jana Englerta. Wyrażnie widać, że sąd konkursowy na równi postawił literacki poziom scenariusza co sprawność jego opracowania i wykonania, wychodząc być może z przekonania, że kamera oraz mikrofon w swej mechanicznej obiektywności, bywają surowymi probierzami kunsztu inscenizatorów.
Ale tego rodzaju refleksje przychodzą dopiero wtedy, gdy pokrzepimy się gorącą herbatą, a jakieś solidne ściany osłonią nas przed wszelakimi zjawiskami składającymi się na "piekną, żeglarską pogodę". Brrr...    



15:22, peter1968
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 czerwca 2006
Bora Ćosić
Cytat do przemyślenia:
W języku ludzkim nie ma ani jednego zdania, które jest tylko tym, czym jest, zawiera się w nim cała istota pisania, cała mądrość zapisywania tego, co uniwersalne.

(Bora Ćosić, "Polak, który czyta", tłum. Danuta Cirlić-Straszyńska", "Rzeczpospolita", 3-5.06.2006.)

06:30, peter1968
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 czerwca 2006
Lebenstein, podsumowanie. Deotyma lepsza od Grassa.

1.W tymczasowej siedzibie sopockiej PGS "Szkicowniki intymne" Jana Lebensteina. Ponad setka prac pochodzących głownie z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Cała rewia technik (ołówek, czarny i kolorowy tusz, pastel, akwarela, gwasz) oraz...powierzchni malarskich (przygodne kartki, serwetki, strzępy starego kalendarza, a nawet coś, co wyglądało jak kawałki papierowego obrusa). Ale to oczywiście sprawa całkiem drugorzędna, a może jeszcze mniej istotna, jeżeli zestawimy ją z całym zróżnicowaniem i zniuansowaniem języka, w którym Lebenstein manifestuje to, co dla niego najbardziej intymne. A to znaczy: przeczucie zwierzęcości, jaką jest podszyte nasze ludzkie "ja", jej przemożność, nieprzezwyciężoną animalną opresję, w jakiej znajdujemy się od narodzin do śmierci. To chyba ta intuicja prowadziła jego rękę kreślącą coraz to nowe figury ludzko-zwierzęce, przerażająco pokraczne, smutno-groteskowe. Wizje, strachy cywilizowanego człowieka, których się wstydzimy, wypędzamy z siebie, egzorcyzmujemy. W rysunkach Lebensteina czujemy coraz to ponawiane próby zaleczenia tej traumy. Pomijając zaś wszelkie psychologizowanie wypada zauważyć, że te figury, pozostające wpół drogi pomiędzy hieroglifem a totemem pozwalają na dobry wgląd w proces twórczy, w kształtowanie się języka, jakim potem przemówiły do nas większe kompozycje malarskie na płótnie. Kreska Lebensteina jest spontaniczna i pospieszna tym rodzajem pospiechu, który zdąża wprost do istoty przedstawionego obiektu.

*

Rysunek-fascynacja: para sów, miękko rysowana (chyba z natury) piórkiem na żółtym papierze. Ptasiość w czystej postaci, mocno utwierdzona w sobie. Doskonała, bo wolna od jakiegokolwiek podejrzenia o powinowactwo z człowiekiem.

*
Lebensteina nie powiesiłbym sobie może na ścianie w domu, a jednak szkoda, że udostępniono je tutajszej publiczności tylko na trzy tygodnie (zamknięcie: 04.06). Rozumiem, inni czekają, ale zawsze żal.


2. Dobre, bo polskie albo o tym, Jak Panienka z Okienka pokonała Oskara Matzeratha. Kilkanaście lat temu zamieniłem oglądanie gdańskiego manieryzmu-baroku, schinklowskiej cegły-licówki oraz cokolwiek skorodowanego żelbetu Przymorza&Zaspy na sopocką secesję & inne eklektyzmy. Zrobiłem to bez większego żalu. Ale od czasu do czasu z wielką przyjemnością wygrzebuję się z sopockiego grajdołu, które to określenie, niechże mi wybaczą jednodniowi turyści, maniacy plażowania i krótkotrwali podziwiacze kurortu.
Tym razem do Gdańska wywabiło zmnie zaproszenie z SPP na tajemnicze "Wydarzenie literackie" w Dworze Artusa. Pod ta nazwą kryło się rozstrzygnięcie plebiscytu tutejszych mediów na gdańską książkę wszechczasów.
Zasiadłem więc w Dworze pod modelami ocalałych ze wszystkich katastrof okrętów i wsłuchałem się w głos jednego z tutejszych wydawców anonsującego okazowy tom "Bibliografii gdańskiej", obejmujący lata 1959-64. Daty niby przypadkowe, ale łączące rok wydania "Blaszanego bębenka" (1959) z rokiem ukazania się "Czterech pancernych i psa" (1964). Grass i Przymanowski więc w jednym stoją tomie, a stojąc tak, prowokują przewrotne pytanie" "Gdańsk, miasto wyzwolone, czy miasto zdobyte?".
Na razie pozostawimy je bez odpowiedzi. Bo z mównicy, na dwa głosy: Anny Czekanowicz i Krzysztofa Kolbergera rozpoczęło się odczytywanie werdyktu czytelników: Zofia Nałkowska ("Medaliony"), Józef Ignacy Kraszewski ("Kamienica w Długim Rynku"), Melchior Wańkowicz ("Wsterplatte"),"Paweł Huelle", Brunon Zwara ("Wspomnienia gdańskiego Bówki"), Jerzy Samp ("Legendy gdańskie"), Stefan Chwin ("Hanemann"), Günter Grass ("Blaszany bębenek") i wreszcie, na samym czele - Jadwiga Łuszczewska, czyli Deotyma jako autorka "Panienki z okienka". ("Jedyne słuszne rozstrzygnięcie" - stwierdziła potem Madeleine.)
I pomyśleć, że uważano kiedyś Deotymę za autorkę w najlepszym razie drugorzędną. Zaś Józef Bachórz, czytelnik pierwszorzędny i badacz, któremu dowcipu równo z wymową dostaje, komentując wynik, przywołał ciekawostkę o tłumaczeniu jej powieści język Dantego i Eco, zaplanowanym przez wydawcę z myślą o zabawieniu dorastających dziewcząt niewinnie-romansową
historią z miasta nad zimnym morzem.
Zastanowiło mnie jednak, że zapomniano o znakomitym debiucie Ksawerego Pruszyńskiego
"Sarajewo 1914 Szanghaj 1932 Gdańsk 193?". Książce tej autor postawił hipotezę, o jakiej w roku jej wydania (1932) nie śniło się jeszcze żadnemu z ówczesnych polityków: że nowa, europejska wojna wybuchnąć może właśnie z powodu miasta panny Hedwigi i pewnego bębnisty-outsidera z Wrzeszcza.






3. Ratusz Głównego Miasta przystrojony z okazji trwającej w nim wystawy Atrybutu Prawdziwego Mężczyzny.



3. Zdziczenie w Sopocie. Dziką scenkę biesiadną sfotografowałem dziś na tyłach Dworku Sierakowskich, w miejscu odległym od Obserwatorium: o 30 metrów, od głównego deptaka: o 50 metrów. Sto procent ekologii.

4. Zaproszenie. Poniedziałek 12. czerwca, godz. 14.00., "Dar Pomorza", Gdynia, Skwer Kościuszki; wodowanie tomiku Moniki Milewskiej "Papierowe okręty". Wodowania dokona matka chrzestna ksiązki, Krystyna Łubieńska i kapitan ż.w.Tadeusz Ambrożek.

17:32, peter1968
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 maja 2006
Wiersze wyprane. Debiut: Kuba Kisielewski.
1.Bez wstępniaka. Po prostu. Zakładam ten blog to po, by co tydzień dzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi zdarzeń literackich i artystycznych. Znajdziecie tu omówienia książek i relacje ze spotkań autorskich oraz zapiski z wernisaży, a także uwagi inspirowane samym faktem istnienia własnego tudzież tylu innych, a zawsze ciekawych, osób.

2. Wiersze wyprane. Cafe Strych, 25.05. V Pranie Poetyckie Na Strychu. Największą towarzyską zaletą spotkań poetyckich organizowanych w gdyńskiej Cafe "Strych" jest ich bezpretensjonalność. Gromadzą one publiczność różnej płci, wieku i...gustów. Najlepiej to widać podczas kolejnych edycji "Prania", czyli szeroko otwartego konkursu jednego wiersza Może wziąć w nim udział każdy, kto publicznie wykona swój tekst, a następnie złoży jego kopię na ręce jurorów. Obsada bywa liczna, zwykle od trzydziestu do czterdziestu osób. Jak zwykle w takich przypadkach, słuchacze mają do czynienia z zaskakującą rozmaitością stylów i poetyk: od regularnych rymów do lingwistycznych eksperymentów, a obrady jury nie są bymnajmniej czynnością dekoracyjno-formalną. Tym razem nagrodami uhonorowano między innymi Mariusza Więcka i Aleksandrę Perzyńską. Wiersze zaś wszystkich uczestników, kolejnych edycji organizatorzy konkursu opublikują przez powieszenie ich na strychowych sznurkach, w zasięgu ręki uczestników tudzież publiczności kolejnych edycji.


wiersze wyprane


3. Kuba Kisielewski: Kiedyś umiałem kochać od prawej do lewej, Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kamienica Lamellich, Kraków 2006.

Debiutancką książeczkę Kuby Kisielewskiego (rocznik 1984) z wierszami i jedną prozą naprawdę można polubić. Nie tylko za to, że jej autor potrafi utrzymać w rozsądnych granicach manifestacje młodzieńczych cierpień i ze tylko w ilościach śladowych aplikuje nam środowiskowe anegdoty. Ale przede wszystkim dlatego, że pracuje nad słowem, któremu stara się nadać możliwie najdokładniejszy kształt swych doświadczeń. Niekiedy mimowolnych (***, czasem mam obsesję na czyimś odcinku...), innym razem zaplanowanych w każdym szczególe (***, zawsze marzyłem, aby zagrać w scenie....). Najważniejsze jednak, że i jedne, i drugie potrafi Kisielewski podnieść na poziom samodzielnej metafory z dużą zręcznością rozgrywając całość znaczeń tekstu, jak w atutowym, najlepszym w całym zbiorze, “Wierszu z odzysku”. Poczytajmy: Stanąłem w kolejce/ Jechałem pierwszą klasą/ Za mną ojciec z dwójką dzieci i siatką puszek/Dalej starszy pan, który chciał jechać na wczasy/ Do Żywca albo w Tatry mocne.
Także nad własnym “ja” poeta raczej się trudzi niż je celebruje. Jak gdyby z góry założył, że odsunie się od niego na odległość wypełnioną oszczędną i z reguły starannie wyważoną strukturą wiązanej mowy. Nasyca ją momentami cierpką autoironią. Zabarwia ona jego relacje z żeńskim “ty”, a także, z wyraźnie tutaj zaznaczonym chrześcijańskim porządkiem moralnym (***, Dekalog – instrukcja obsługi.). Broni się nią przed naporem cudzych dramatów (Szpital Rydygiera (Alcatraz)). Nie rezygnuje z niej i wtedy, gdy całkiem serio poszukuje tego, co ukryło się za zasłoną naszej niewiedzy, jak w wierszu-epitafium dla kosmonautów z “Columbii”, o których napisze: Znaleźli/ Dobrych ludzi/Dobre światy/Okazały się tak dobre/Że nie udało się wrócić//Nam pozostał tylko star trek/ odcinek obojętnie/ który.
Ogromnie wzrusza i zastanawia ufność poety w sensotwórczą moc języka, zwłaszcza uwolnionego od prawideł frazeologii i słowotwórstwa (***, Gdy zobaczyłem Cię przez dziurkę...). Życzmy debiutantowi, by językowa inwencja, ani zmysł formy nigdy go nie zawodziły.

3. Smecz ("Rzeczpospolita", 20-21.05.2006):A przecież po tym, jak państwo traktuje swoich ludzi myśli i sztuki, poznajemy jego duchową jakość.

4. Zaproszenia, imprezy: Towarzystwo Przyjaciół Sopotu zaprasza do "Teatru przy stole" na sztukę Thomasa Bernharda "Rodzeństwo" (Czytają: Joanna Bogacka, Magdalena Boć i Krzysztof Gordon), Sopot, Dworek Sierakowskich, 29 maja (18.00); 12.czerwca (18.00). Konieczna telefoniczna rezerwacja miejsc: 058 551 07 56. III Biesiada Regionalna w Grucznie, plac kościelny, 03. czerwca, 17.-22.00. W programie m.in. uroczysta msza w wigilię Zielonych Świątek; otwarcie wystawy Jana Kaji (Galeria Autorska Bydgoszcz); prezentacja tomiku ks. Franciszka Kameckiego "Tam, gdzie pędraki, zielsko i cisza", spektakl plenerowy "Etiuda teatralna via sacra" (Plastyczny Teatr Symbolu, Toruń).


09:47, peter1968
Link Komentarze (1) »
1 ... 51 , 52 , 53 , 54 , 55