Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi pokrewne
Galerie
Kontakt
Kulturalnie
Zaprzyjaźnieni
|
piątek, 27 stycznia 2012
Zygmunt Krasiński, czyli e-mail do Delfiny
Czymże są nasze myśli, jeśli nie nas samych formami, które płyną w stronę tych, których kochamy. Czymże list Twój każdy, jesli nie Tobą, ale Tobą pod tym kształtem. Dleczegóż nie mogłabyś i pod innym się objawić Dleczego by Twoja postać nie zdołała powtorzyć się tysiąc razy, polecieć do mnie przez fale powietrza jak magnetyzm? (List do Delfiny Potockiej, 1839) Biedny autor "Irydiona" i "Przedświtu"! Nie dlatego może, że nie zobaczył na własne oczy żadnej z nie-boskich komedii naszego czasu (jako dźentelmen wiedział, kiedy umrzeć). Ale z tej przyczyny, że nie doczekał Internetu. Już widzę hrabiego-poetę, jak wystukuje na klawiaturze jeden ze stu tysięcy e-maili do Delfiny. Ona zaś, w obłoku pikseli trasmitowanym przez sieciową kamerkę, leci do niego jak magnetyzm. Choć, swoją drogą, mniejszą mielibyśmy szansę na publiczne zaistnienie arcydzieła romantycznej epistolografii. Namiętne do mistycyzmu zdania, sczezłyby zapewne podczas kolejnego formatowania twardego dysku. Lub zjadłby je bezduszny wirus, ktory nie wie, co to czucie i wiara. A tak - wszystko przechował papier. Wytwały, wierny jak miłość tych dwojga.
wtorek, 24 stycznia 2012
Olga Kubińska w Dworku Sierakowskich (20.01.2012.)
Kolejną odsłonę "Wierszy na piętrze" wspominam z mieszanymi uczuciami. Wiersze Olgi Kubińskiej pomieszczone w w tomie Zaduszki (Biblioteka Toposu, Sopot 2011), są tekstami napisanymi sprawnie z prawdziwym wyczuciem literackości. Poruszają siłą metafor. Poczytajcie tylko: martwi rozpełzają się po każdym stawie, obrastają naskórek i podskórne źródła (Zaduszki, cz. VIII). A jednak mam czasem wrażenie, że aspekt terapeutyczny wydaje się się w tym tomie brać górę nad egzystencjalnym i duchowym. Zgoda - pierwszy, epitafijny cykl tomu, tytułowe Zaduszki, można uważać za swoistą pracę żałoby, za próbę (udaną!) wypowiedzenia śmierci, doświadczenia bezwzględnej utraty i braku. Surowość, lapidarność poetyckiej wypowiedzi musi budzić szacunek. W drugiej części tomu, zwłaszcza w posłowiu, dochodzi wszakże do głosu fascynacja innością; fascynacja, niechże mi to określenie PT Autorka wybaczy - akademicka. Czyli taka, która nie może się obyć bez erudycyjnych kontekstów oraz... psychologizującego sondowania cudzych, podkreślam, cudzych traum, przy jednoczesnym poniechaniu zamiarów wymierzania sprawiedliwości widzialnemu światu, naznaczonemu - i tu zgoda po raz drugi - ewidentnym złem antysemityzmu (cykl Diabelski młyn, cz II, [Dworzec Gdański] ) czy pedofilii (tamże, cz. III). Poezja Kubińskiej chce przełamywać tabu. Wolno jej. Ale ja wolę również wiedzieć, interpretując kolejne teksty, w imię czego to czyni, jaki porządek aksjologiczny stanowi jej punkt odniesienia. Stąd też w drugim pomieszczonym tu cyklu najwyżej stawiałbym fragment dziesiąty [rozpady i rozwody], opowiadający o smutnych skutkach wyprowadzki ze starego domu. Mimo swoich zastrzeżeń, radzę Wam: sięgnijcie po ten zbiór, po to chociażby, aby wyrobić sobie o nim osąd własny, kto wie - może łagodniejszy niźli mój. Dla zachęty posłuchajcie wierszy w autorskim wykonaniu.
piątek, 20 stycznia 2012
Ewa Miłek: drugie wejście (Filia Gdańska WiMBP w Gdańsku, 17.01.2012)
Spotkanie autorskie Ewy Miłek promujące jej zbiorek "Miękkie, święte i ciepłe" wskazywało na to, że poetka niechetnie się rozstaje z "Wierszycami", projektem poetycko-multimedialnym, o którym pisałem tutaj przed półtora rokiem . Być może dlatego, że jej teksty, pozbawione cyfrowej osłony, muszą teraz sobie radzić same - wystawione na czytelnicze niedowierzania i zachwyty, na zaciekawienie i krytycyzm. Jednak już pobieżne przekartkowanie zbiorku budzi nadzieję, że owe wiersze mają szansę wyjść z tej konfrontacji obronną ręką i mogą stanowić niezły "pakiet startowy" dalszego rozwoju ich autorki. Trzymam za nią kciuki, zapraszając moich Czytelników do obejrzenia poniższej videorelacji.
wtorek, 17 stycznia 2012
Justyna Krawiec: chłód, biblioteka "Arterii", Łódź 2011.
To wiersze o chłodzie, ale nie wychłodzone. O chłodzie, jaki zapada, gdy kobiece „ja”, o wnętrzu prawie od początku wydrążonym, spustoszonym, nie może dotrzeć do oddalonego o wiele zim męskiego „ty” (por.: Jeden na jeden). Emocje lirycznego podmiotu mówią tu tak głośno, że nie dopuszczają do głosu adresata. Tekstowa bohaterka zaczyna mi przypominać Lisa, który nie znalazł jeszcze swego Małego Księcia, ani nikogo innego, kto byłby go skutecznie oswoił. Sama oswaja swój ból (Wersja alfa) lub obcość (Królowa śniegu). Może trafniej byłoby stwierdzić, że swoje nadwrażliwe odosobnienie zaklina wiązaną mową (zob. Bez tytułu I), wiąże w figury miłosnych rozczarowań lub szaleństw (Ofelia 2010). Lub rozpoznaje swe schronienie, określoną więc, bezpieczną przestrzeń, gdzie mogą się zadomowić ci, co są od początku gotowi do odrzutu, odporni na ból/ pękających kości (Wczoraj przyśnił mi się Tom). Dzięki temu owa samotna, samo-zmarginalizowana postać może powracać do źródeł, do bezbolesnych jeszcze początków. Aby od tego punktu podjąć kolejne próby dorastania do własnej kobiecości (Przepis na rybę w owocach) lub napełnienia jej pełnokrwistym życiem (Ona). Z dwojga trudnego wolę, gdy poezję Justyny Krawiec poruszają obsesje i pasje niż wówczas, gdy zapisana w niej egzystencja pospolituje się z przypadkowymi, uliczno-dworcowymi wrażeniami (Ostatnia granica; Zima) Fragment większej całości przeznaczonej dla Dwumiesięcznika Literackiego "Topos".
piątek, 13 stycznia 2012
Poezya, czyli co ty wiesz o asfodelach?
Krytycy pospołu z teoretykami literatury wciąż się spierają, co to takiego poezja. Malarze wiedzieli już dawno. Na przykład taki Piotr Stachiewicz (1858-1938), ilustrator młodopolskiej egzaltacji. To jedna z moich ulubionych alegorii jego pomysłu tudzież pędzla. Mniejsza że pocztówkowa, poplamiona nieco, wytarta na brzegach. Naiwniuteńka, ale jakże wzruszająco prezentuje przekonanie, iż sam Amor podszeptuje zbrojnej w pióro, spowitej w pelerynę personie najbłyskotliwsze strofy zdobne kwieciem elizejskich asfodeli.
wtorek, 10 stycznia 2012
Bartosz Wiczkowski: Północna strona, MiPBP w Będzinie/MAGIC s.c Będzin 2011.
Wiczkowski, jak mało co, ceni sobie swobodę mówienia językiem, który szybo wchłania inne języki, absorbuje nawet surowe, nieartykułowane dźwięki natury, jak gdyby sięgał do momentu, gdy pierwotne spostrzeżenie, zasłyszenie, dopiero zaczynało przyoblekać się w mowę, w prawdziwie człowiecze nazwy (por. wiersz ***, rozmawiamy w umarłym języku liści…). Od tych pierwocin, poezja Wiczkowskiego długim susem przeskakuje do zmasowanego, medialnego przekazu, samopowtarzalnego komunikatu rozsadzającego ramy telewizyjnych ekranów: wszystko w HD/ odtwarzane w nieskończoność/ w dowolnej kolejności, dowolną ilość razy/ z rosnącą liczbą ofiar (Obłęd w wysokiej rozdzielczości). Jednakże nie tam, nie w tym obłędzie, podobnym do piany lub patologicznego wykwitu, szuka prawdy. Nie w tym języku stara się utrwalić doświadczenia podmiotu. Ten ostatni jawi nam się tutaj w wielorakiej postaci: raz jako zwycięski łowca, innym razem – jako leśny zbieracz, aby zaraz stanąć przed nami jako zagubiony chłopiec (wiersz tytułowy). Wielość taka sugeruje, że nie zakończył się jeszcze czas ostatecznego formowania lirycznej persony; że nie minął jeszcze okres archetypicznych, inicjacyjnych łowów, wtajemniczających w umieranie i zabijanie jeleni. Pojawiającą się na tych stronicach nazwę gatunkową, należałoby może uważać za słowo-klucz, rozumieć ją w kategoriach pars pro toto – jako reprezentację tego, co w nas (albo pomiędzy nami) najbardziej płochliwe, bezbronne. Podobnie inicjacyjny charakter mają również łowy miłości, zakończone bezlitosnym ćwiartowaniem ofiary, pokazem kolejnego trofeum w domu pozbawionym złudzeń (por. Łowca jeleni). Nie sądźmy jednak że poeta zwykł epatować krwiożerczym gwałtem. Wręcz odwrotnie: równie zręcznie, przy użyciu powszednich, właściwie trywialnych, szczegółów umie malować intymny wizerunek małżeńskiej wspólnoty (Śpisz, gdy w poniedziałek rano wychodzę do pracy). Poetycką robotę Wiczkowskiego wyróżnia wreszcie umiejętność syntetyzowania podróżniczych wrażeń pozbieranych po ścieżkach prowadzących poprzez gorące izraelskie Południe. Czy podróż jest odpowiedzią? Dowiemy się tego zapewne w kolejnym zbiorze. Oby niedługo! Fragment większej całości przeznaczonej dla Dwumiesięcznika Literackiego "Topos".
piątek, 06 stycznia 2012
wtorek, 03 stycznia 2012
Kalendarium lektur. Michał Murowaniecki, Spięcie, Biblioteka "Arterii", Łódź 2010.
Jedna właściwie okoliczność sprawiła, że miniony rok był bardziej znośny: mnóstwo naprawdę ciekawych zbiorów poetyckich, które rozmaitymi drogami docierały do mojej pracowni. Niekiedy ze sporym opóźnieniem. Ale nie wypada mi się zbytnio skarżyć. Zwłaszcza wtedy, gdy zmieniały mój pogląd na twórczość tego czy innego autora.
piątek, 30 grudnia 2011
Sylwestrowi goście z Podwala Przedmiejskiego, czyli - ekscentrycznego nowego roku!
Roku 2011 gdańszczanie o kulturalnych ambicjach z całą pewnością nie będą wspominać dobrze. Tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 przyznano Wrocławiowi. Ale po kandydowaniu do tego szczytnego miana pozostało całe mnóstwo zabawnych a nietuzinkowych inicjatyw artystycznych, wartych kontynuowania. Należała do nich galeria grafitti urządzona w przejściu podziemnym Podwala Przedmiejskiego. Ciekawe, czy na sylwestrowe przyjęcie zaprosilibyście tak ekscentryczną trójkę gości? No chyba, że wolicie Kubę W. Niezależnie od gustów towarzyskich - Dosiego Roku!
środa, 28 grudnia 2011
Audiokultura 20/12/2011. Kalendarium lektur: Piotr Maur (odzyskany podcast z 20.12.2011.)
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||