|
piątek, 20 listopada 2009
Kot Cynamon zaprasza
"Przygody kota Cynamona. Paprochy", serigarafia, 2009. Pierwszą indywidualną wystawą prac graficznych Anna Maria Boros podsumowuje czas swojego studenckiego terminowania u mistrzów tej rangi co Zbigniew Gorlak. U nauczycieli umiejących konfrontować kandydata na artystę z trudnymi tematami i rozmaitymi, nie zawsze łatwymi technikami: blachą, linorytem, serigrafią. Pewnie dlatego grafikami zaprezentowanymi w Małej Galerii gdańskiej WBP, Boros wychodzi poza granice poprawnej etiudy. Widać w jej pracach zalążki samodzielnych ujęć zadanych tematów, a przede wszystkim jak najlepiej świadczą one o myśleniu barwą. Dlatego w jej żółciach i czerwieniach powinni się przejrzeć wszyscy ci, którzy szukaliby sposobów na ożywienie późnojesiennego popołudnia. Natomiast na okołopogodowe depresje zaordynowałbym spotkania z Cynamonem, felinoterapeutą doskonałym. Anna Maria Boros: Prace graficzne. Mała Galeria Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, Gdańsk, Targ Rakowy 5/6; 17.11.-13.12.2009 (pn.- pt. 13.00. - 17.00.).
wtorek, 17 listopada 2009
Audiokultura17112009. Pierwszy numer kwartalnika "Bliza".
![]()
Audiokultura17112009 - http://www.piotrwiktor.blox.pl
piątek, 13 listopada 2009
Marciusz Moroń: pali zalewa burzy, Poleski Ośrodek Sztuki/SPP OŁ, Łódź 2009. (Biblioteka ARTERII, tom 3.)
W wierszach i lirycznych notatkach Marciusza Moronia dominuje element improwizacyjny. Przenika je duch przygody ze słowem, obrazowania eksperymentalnego. Różnorodność obrazów bywa tutaj to filmowo dynamiczna („Cykliniarnia”), to intryguje zagadkowością („Gejzery”), to uwodzi niespodziankami wizualnych akordów („Melodia incompleta”). Wszakże czuję, że te wiersze powstawały w obliczu ogromnej trwogi zawisającej nad liryczną personą, która pali ją, zalewa, burzy pokój tak dalece, że trzeba uciec w głąb czasu przed-słownego, przed-pojęciowego („Historia”), lęk zakląć humorem (gdy skończył się szabat/ pakujemy nos w niezłą kabałę – z wiersza „Księga odblasków”) albo znieczulić ironią („Dmie”). Wypada jednak przestrzec, każdego, kto pozwoli się wciągnąć w Moroniowe gry, że w naturze tej poezji leży skłonność do zwodzenia i wpuszczania czytelnika w wyjątkowo bujne maliny („Pierwsza świątynia”); w gęstwę fenomenów, które rwą się do znaczenia, nie chcąc być prostymi liczmanami, fragmentami chaosu (por. wiersz „Fundamenty”).
wtorek, 10 listopada 2009
Krótkie kazanie na przeddzień Święta Niepodległości
Znowu media rozmaitych orientacji powiadają, że Dzień Niepodległości smutny będzie i nudny. Bo parady, wieńce, kombatanci i harcerze. A ileż przy okazji sposobności do narzekań! Kiedy sobie ponarzekamy na polityków, zawsze przy tej okazji narzeka się na pogodę, że listopadowa. Bracia i Siostry, zaprawdę powiadam Wam, gdybyśmy mogli, wypuścilibyśmy Piłsudskiego z Magdeburga, dajmy na to w maju, najpóźniej w lipcu. Załatwilibyśmy ponadto, aby rozejm kończący pierwszą wojnę światową podpisano w sierpniu, a nie błotnistą, pełną zaraźliwych miazmatów hiszpanki, jesienią. Trudno jednak dyskutować z historią. Dorosłym narodom nie wypada zachowywać się jak hałastra zepsutych smarkaczy. Miast narzekać, weźmy nasz czas w swoje ręce. Upieczmy sobie gęś; spróbujmy, czy cukiernikowi z sąsiedniej ulicy udały się świętomarcińskie rogaliki. Albo nawet jedźmy na wycieczkę. Pora poćwiczyć sztukę świętowania. Generalny sprawdzian - już za sześć tygodni.
piątek, 06 listopada 2009
Dolina Dolnej Wisły: Mątawy.
Domy w Dolinie Dolnej Wisły, w "olęderskich" wioskach Niziny
Sartowicko-Nowskiej nie zawsze mogą się równać ze swoimi okazałymi żuławskimi odpowiednikami. Bez podcieni, zaledwie z małym ganeczkiem. Skromne, często drewniane, stoją na wysokich, kamiennych podmurówkach, chroniących przed nagłym przyborem wody. Zawsze pełne ciszy, niekiedy trochę zaniedbane, zdają się powoli zapominać o swoich budowniczych i pierwszych mieszkańcach. Na fotografii: Chata we wsi Mątawy.
wtorek, 03 listopada 2009
VII Pomorskie Zaduszki Artystyczne. Epitafia wybrane.
Ostatni wieczór października. Jadę przez cały Gdańsk na Stare Przedmieście, na Pomorskie Zaduszki Artystyczne, przeniesione teraz ze św. Jana do starannie odnawianego gotyckiego kościoła św. Trójcy.
piątek, 30 października 2009
Krótkie kazanie na przeddzień Wszystkich Świętych
Już jutro jedni w gromadach wymalowanych na straszno i śmieszno egzotów, włóczyć się będą po mniejszych tudzież większych miejscowościach naszej pięknej ojczyzny. Inni bedą na to patrzeć koso i grzmieć nie bez racji, że, bracia i siostry, okultyzm i kultura śmierci (no bo niby czego? życia?). "Haloweenników" w niewielkim mam poważaniu. Dlatego między innymi, że celebrowany przez nich trupi karnawalik nikogo nie pociesza, a na prawdziwe śmiertelne strachy pomaga tyle, co umarłemu kadzidło. Myślę jednak, że zamiast się gorszyć ich igraszkami, lepiej postarać się o przywrócenie właściwego klimatu świętowaniu Wszystkich Świętych, dnia naszych wspólnych imienin. Dnia, kiedy, trochę jak w Wigilię, jesteśmy wszyscy razem. Tyle tylko, że umarli zapraszają żywych do siebie, na chwilę. Ale nie chcą pewnie, abyśmy cały dzień stali przy ich grobach, w chmurach przepalonej stearyny, praktykując bardziej albo mniej szczere zasmucenie. Nie chcieliby też, byśmy byli posępni, ale żebyśmy byli święci, czyli piękni naszym człowieczeństwem. Tym, co w nas, jako w ludziach, najlepsze.
wtorek, 27 października 2009
Michał Murowaniecki: punctum, Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego, Łódź 2008.
Przyrzekam PT Autorowi i jego nie mniej szanownym Czytelnikom, że w dniu, kiedy recenzowałem „punctum”, wstałem z łóżka właściwą nogą, a pogoda była nawet znośna. Ale trudno mi się przekonać do jego wierszy-rozsypanek. Choć z drugiej strony wiem, że liryczne „ja” Murowanieckiego nie ma łatwo. W szczególności ze światem: impertynenckim, natrętnym, wpychającym się do wiersza drzwiami i oknami. A kiedy już przychodzi, nic, tylko go zapisać. Uformować mniej więcej spójną strukturę z obrazów w niepokoju sypialnym (wiersz: „retrospektrum”), ze scenek ulicznych („pub.lic relations”) i z przed-snów o pogubionych jezdniach. Poeta z zadziwiającą sprawnością notuje napływy, inwazje fenomenów, kolonizujących świadomość, wyruszających za nim w natychmiastowy pościg, gdziekolwiek byłby wyruszył („roboty drogowe”) lub się zatrzymał („nie zwracamy kosztów podróży”). Robi to tak szybko, że liryczna materia traci lekkość, nie nabierając wagi, która mogłaby na trwalej zatrzymać tekst w pamięci, zmusić mnie do skupienia. Czyżby z góry zakładał, że przegra walkę z własnymi wrażeniami? Trochę szkoda, bo wielkim głosem przemawia za nim dowcip tudzież wdzięk, z jakim jego poezja się przejęzycza, a także samoswojość metafory bardzo często trafiającej w sedno/ bezpuentnie. Niemniej obstaję przy swoim. Dyskurs ten, niekiedy prowadzony z rozmachem i zgrabnie (czego dowodem wiersz „kwaśne deszcze”), prosi o jakiś filtr, dyscyplinę, selekcję.
piątek, 23 października 2009
Bilet ze stacji, której nie ma.
![]() Zgoda, uległem sentymentom, ale o wzruszenie łatwo, gdy pomiędzy kartkami książki czytanej w literacko-krytycznej potrzebie znajdzie się bilet ze stacji, której nie ma. Konkretnie - z Nowego. Data odciśnięta na bilecie: 30.07.1990. Wkrótce potem kasowe okienko zabito dyktą, zablokowano albo zdemontowano podajnik do biletów fascynujący mnie od początku kolejowych podróży . W ten sposób dobiegły dzieje drogi żelaznej, którą do pomorskiego miasteczka nad Wisłą doprowadzono w roku 1902. Historia niedługa, ale kto wie, jaka dałoby się z niej wysnuć opowieść, zważywszy, że stacyjka, choć o centymetr nie ruszyła się z miejsca, zdążyła się znaleźć w granicach czterech państw. Pierwszy pociąg odjechał z niej w pięknej epoce Cesarstwa Niemieckiego, ostatni w postPRL-u, kraju wybierającym przyszłość. Jak wybrał - sami widzimy. Każdy bowiem społeczeństwo taką przyszłość, na jaką zapracowało. Kiedy zwyczajnie uświadomimy sobie ten fakt, przestaniemy może zrzucać winę na mędrców Syjonu, masonów lub wiarołomnych a niewdzięcznych sojuszników. Może zaakceptuje tę prawdę pokolenie moich teraźniejszych studentów - ludzi naprawdę wolnych, niepamiętnych niewoli, gorszej niż wiele innych, przekładającej się na masową deprawację umysłów. Tylko czy wtedy jeszcze będzie można uratować to, co pozostało z małych stacyjek?
wtorek, 20 października 2009
Zdzisław Lipiński: Na cyferblacie piasku, Mamiko, Nowa Ruda 2009.
Jeśli szukacie poezji kameralnej, pisanej ze środka ciszy, takiej poezji, którą można by nosić przy sobie, podczytywać na przekór zewnętrznym oraz wewnętrznym hałasom, koniecznie sięgnijcie po drugi tomik Zdzisława Lipińskiego. Prrezentacja książki: 20.10.2009., godz. 18.00., Sopot, Klub Atelier (opodal Grand Hotelu). |