Literatura, sztuka, recenzje, refleksje, spostrzeżenia. Redaguje PiotrWiktor przy pomocy Madeleine i Infanta.
Gazetaliteracka.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Joanna Bonarska: zmienność funkcji, Wydawnictwo MYŚLNIK, Gdańsk 2011.

Powstawanie wiersza opisane przez Joannę Bonarską przypomina proces przekładu. Poetka dokonuje bowiem nieustannej zmiany kodów, zmienia funkcję języka, wychodzi daleko poza jego znaczenie komunikacyjne, a nawet estetyczne. Każe mu spełniać zadanie ontologiczne. Bo jeśli wierzyć  wierszom Bonarskiej – uobecnia się nam i jawi tylko to, co uchwyci  – a właściwie wykreuje – język (zob. autokreacja). Podmiot tych wierszy płynnie przekodowuje wrażenia i sygnały wysyłane przez rzeczywistość. Równolegle stara udostępnić czytelnikowi klucz do lirycznego szyfru.  Po sposobie przeprowadzenia tej, prawie matematycznej, operacji czuje się, że poważny udział ma intelekt. Uważny, pełen wyobraźni. Bynajmniej nie oschły. Lecz wciąż trzeźwy (akrecja). Być może dlatego poetka może bezkarnie igrać z rozmaitymi odmianami języka, godzić ze sobą rożne terminologie: techniczno-informatyczną (b.s.o.d.), medyczną (izolatka; refluks), reklamowo-komercyjną.  Skutkiem tego uzyskuje język giętki, poręczny, znakomicie nadający się do analitycznego opisu (analiza zimy) lub relacjonowania przeżyć żeglarskich (regaty). W słowie rozgrywa się u niej teatr międzyludzkich zachowań  (happy hours), ponownie ożywa mit (banalnie letnia historia). Zdefragmentowane spostrzeżenia mają szansę ułożyć się we wzór oddający strukturę świata. Tak potrzebny mówiącej na tych stronicach postaci, nazbyt często rozproszonej, (por. wiersz dysocjacja), świadomej własnego rozwarstwienia (dwubiegunowość), nawiedzanej przez podejrzane nastroje (e.d.c.). Błądzącej w sobie. Poszukującej wyjścia z pułapki temporalnych paradoksów (czas schroedingera).
Ufna w moc języka, z pojedynczymi słowami autorka obchodzi się obcesowo,  prawie „słowobójczo”. Jej retoryczne szarże nie trafiają w pustkę. Chociaż szybciej przekonała mnie monologami bardziej powściągliwymi, celniej  przejęzyczonymi (lunetyczka). Wyjątek zrobiłbym tu może dla ironiczno-metafizycznego tryptyku z Eulalią Kopytko w roli głównej.  
Chciałbym ją spotkać również w kolejnym tomiku.

 

poniedziałek, 11 czerwca 2012, peter1968

Polecane wpisy