Literatura, sztuka, recenzje, refleksje, spostrzeżenia. Redaguje PiotrWiktor przy pomocy Madeleine i Infanta.
Gazetaliteracka.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Teresa Radziewicz. Zbiorki siostrzane

Teresa Radziewicz: Sonia zmienia imię, Wydawnictwo „Kwadratura”, Łódź 2011.

Teresa Radziewicz: Samosiejki, GSW BWA w Olkuszu, Olkusz 2011.

I. Poezja polska  miała na imię Marcin. Ma się rozumieć tylko wtedy, gdy była chłopcem. A gdy jest dziewczynką może ma na imię – Sonia? Ale po kolei. Kim właściwie jest Sonia? Dość łatwo zidentyfikować ją jako alter ego autorki lub uosobienie odmienności i na tym poprzestać. Lecz o wiele ciekawsze jest śledzenie przemian, dorastania, kształtowania się głównej bohaterki tego tomu. Wiersze Radziewicz opowiadają nam historię o dojrzewaniu wyobraźni oraz snów. Te ostatnie są o wiele bardziej pojemne i rozległe niż to, co przyzwyczailiśmy się uważać za rzeczywistość. Wprawdzie trudno opuścić ścieżki snu, lecz może nawet nie za bardzo chcielibyśmy z nich schodzić, gdybyśmy wiedzieli, że nie dosięga nas na nich władza czasu i przemijania (zob. tekst „ciemna strona”). Proces kształtowania przyspiesza tutaj także inna siła – szaleństwo. Odmienność tak naturalna, że wydaje się graniczyć nieledwie z mistyką. W takich oto warunkach Sonia, urodzona z najlepszych chwil przezywa swoje niemowlęctwo wykołysane wiosną wypełnioną obietnicami („ten sen”); prędko wyrasta na dziewczynkę-odmieńca, co dziś pozwala sobie na obłęd/ jutro będzie cierpieć dla nikogo/ z nikim podzieli się rozdarciem// dziś tuli się do miejsc/ nasączonych pomarańczą/ z obłędem całuje lód („sonia całuje lód”). Sympatyczniej chyba prezentuje się w swojej młodzieńczości, kiedy uczy się utraty lub doznając zasmucenia, stwierdza: nie da się uciąć smutku […] trzeba go wysmucić do ostatniej kreski („a miał być leczniczy”). Podziwiać ją można niemal dorosłą: samodzielną, aktywną, gwałtowną w mowie i pragnieniach, coraz lepiej przygotowaną na niespodzianki bycia. Wtedy zmienia imię na Sophie łatwo kojarzone z mądrością. Na ile szalona to mądrość – chwilowo możemy się jedynie domyślać. Wiersze Teresy Radziewicz cechuje swoisty urok formy. Nawet najbardziej trzeźwy recenzent ulegnie w końcu jej czarom spowitym w zapach mięty, melisy, szałwii, wzmocniony bezpretensjonalną urodą porównań (moje ulubione: idziemy szarzy jak klisza/na której brakuje zarysowań – z wiersza „ten sen”) albo skromną, ale starannie dobraną paletą barw: fioletem, czerwieniami, purpurą, bielą. Właśnie tyle poetce trzeba, aby opowiedzieć nam Sonię i wszystkie jej sprawy jak ostatni cud świata.

II. W porównaniu z Sonią, Hanna, bohaterka „Samosiejek” jawi się jako jej starsza siostra. Persona stateczna, doskonale już pogodzona z naturalnym biegiem rzeczy. Należycie zadomowiona w ekosystemie rzeczy małych: zbieraczka grzybów ("Szaleństwo”), skrzętna a doświadczona ogrodniczka, pielęgnująca ogród na kształt przyszłego, obiecanego kosmosu („Dynie”). Doskonale świadoma porządku odwiecznych konieczności („Mężczyzna buduje dom”) Kiedy trzeba – dyskretnie milczy. Kiedy musi – mówi językiem bogatym retorycznie, nawet śpiewnym (zob. zwłaszcza: „Pierwsza pieśń Hanny”), acz niezmiennie stabilnym, uspokojonym jakby powstałym specjalnie po to, aby wysłowić nim okolice przycmentarnej kwiaciarni („Wiersz o wracaniu”), lub nawarstwiony osad przemijania („Hanna wyrusza”). Lecz to tylko pozory. Bo prócz dziecka drzemie w niej czarownica, usiłująca z powodzeniem oswoić naturę tak, że ta sam garnie się do człowieka („Żar”), zaś kolejne lipce i marce ostatecznie stają po jej stronie. Łagodna, mieści w sobie obłęd i pragnienie nagłej zmiany („Hanna postanawia działać”). Niechby nawet destrukcyjnej. Lub zdumiewających, nowych, zjawisk, które zaczynają się od środka. Ta właśnie sprzeczność czyni Hannę bytem żywym, wiarygodnym.

III. Komu bliższa wciąż nieobliczalna Sonia? Komu Hanna, której monolog na przemian parzy żarem i mrozi grudniowym śniegiem? Którąkolwiek wybierzemy, powinniśmy pamiętać, że obcowanie z nimi może być tyleż ryzykowne co frapujące

piątek, 13 kwietnia 2012, peter1968

Polecane wpisy