Literatura, sztuka, recenzje, refleksje, spostrzeżenia. Redaguje PiotrWiktor przy pomocy Madeleine i Infanta.
Gazetaliteracka.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Joanna Borzęcka: slalom songs, Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg 2010.

Tomik Joanny Borzęckiej dotarł do mnie wraz z wieścią, że jego PT Autorkę uhonorowano Nagrodą im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiut. Z werdyktem niniejszym godzę się bez odrobiny zastrzeżeń. Bo Joanna Borzęcka, jak na rasową poetkę przystało, wszystko stawia na głowie – a przy tym jej odwrócona rzeczywistość zachowuje swą własną, łatwo dostrzegalną, łatwo akceptowalną harmonię. Rządzi się prawidłami snu, a raczej snów, bo każdy z wierszy to sen osobny co przenieść potrafi nas hen, nawet do odległej krainy fascynującej groźną egzotyką (Dzikie plemię). W zwierciadłach tych wierszy czytelnik sam jawi się onirycznie. Jak widzenie, które nie chce się wyśnić do końca i najczęściej miast przejść w jawę, gęstnieje, tężeje na przydrożach świata ([mógłbym]). Dopiero teraz,  wydostawszy się z widziadlanych zapadlisk, gdy sny wytlą się na krańcach słów, wiersz Borzęckiej wychyli nas ku życiu, od razu – dynamicznie, bezceremonialnie, na jednym oddechu przechodząc od tytułu (niekiedy wmonotowanego w sam środek tekstu) do lirycznej narracji, raz modelując ją na kształt sceny rodzajowej (trzeba kupić buty) lub mglistego pejzażu (Otwarte klatki). Nie szuka znaków. Woli przeciskać się pomiędzy realiami i z nich dopiero, pozbieranych przez mimowolną pamięć zmysłów, konstruować znaczenia. Choć nawet takie, jakie są, surowe, konkretne, podobają się jej na tyle, by zaprosić je do wiersza. Te wszystkie koty, schorowane psy, wrażenia wyniesione jak pył z remontowanego mieszkania, spojrzenia dziewczynki-odmieńca, strzępy telewizyjnych newsów. Odnoszę wrażenie, że poezja debiutantki próbuje oswoić chaos, nie odbierając mu jednocześnie frapującej, zapierającej dech dynamiki. Niektóre jej wiersze drogo sprzedają swoją tajemnicę, więcej zasłaniają niźli ujawniają. Dlatego bywają sexy. I nie jest to tylko kwestia metafory łączącej odległe skojarzenia (przykład: gwiazdy sine sutki celujące w niebo – z tekstu Wczoraj wyszedłem), ale – może nawet bardziej –  bujnej dykcji, spontanicznych gier językowych (por. wymierne wyimki) tudzież zmienności melodyki tekstów przechodzących od bluesa do podbijanego wykrzyknikami skandowania.
Nie próbujcie tylko połknąć tego tomu jednym chapsem. Za dużo dobrego na raz. Polegną na tej próbie nawet najbardziej żarłoczne wierszojady.

piątek, 16 grudnia 2011, peter1968

Polecane wpisy