Literatura, sztuka, recenzje, refleksje, spostrzeżenia. Redaguje PiotrWiktor przy pomocy Madeleine i Infanta.
Gazetaliteracka.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Krzysztof Ciemnołoński: Eskalacje, Wydawnictwo „Zeszyty Poetyckie”, Gniezno 2011.

Poprzez wiersze Ciemnołońskiego mówi człowiek zurbanizowany, skolonizowany przez miasto, mechanicznie mu podporządkowany. A ono, zawieszone nad otchłanią, jawi się na tych stronicach jako sen-półsen, jako stan eskalującej nieprzytomności, wzbierającej maligny („koma kontra amok”). Podmiot większości tekstów, chłopiec o wyostrzonych zmysłach, powie że miasto/ oparte na kołach zębatek nieustannie zmienia/swoje położenie zacierając miejsca, które zaistniały// przed pierwszym grzbietem kulminacyjnej fali (tamże).  Początkowo jego fascynacja dosyć proporcjonalnie miesza się z przerażeniem. Potem wyraźnie bierze górę przerażenie. Zwłaszcza, że spetryfikowana betonem przestrzeń częściej płoży się horyzontalnie albo schodzi w głąb fundamentów niźli śmiało, optymistycznie pnie się ku górze. Wtedy poeta zdaje już sobie sprawę, że oto został kronikarzem katastrofalnego zastoju, zakrzepu, nie mogącego wyłonić z siebie skoordynowanych, zhumanizowanych struktur, kontekstów, gdzie w miarę stabilnie można by osadzić narrację o współczesnym człowieku,  („na setne urodziny claude’a levi-straussa”), zebrać w całość strzępy dawno a – jak się domyślamy - bezcelowo zdekonstruowanych mitów („miasto zawinionych dzieci”). Taki zabieg złagodziłby może dotkliwość metafizycznego pesymizmu („o obrotach ciał niebieskich”). Bo na tej ziemi jałowej, nawet cykle natury nie przyniosą nadziei na zmianę.
Wzorzec odczytywania świata przećwiczony na materii urbanistyczno-technicznej, zabiera poeta w podróż do Czech („ostrava”), do wnętrza ciała zamieszkanego przez płód („prenatalny”), wiezie go przez Gruzję. 
Tomik zwycięsko wytrzymuje porównanie z debiutancką książką tegoż autora („Przebicia”, Warszawa 2005). Lepiej skonstruowany niż debiut i to na wszystkich liczących się w odbiorze poziomach.  Wyraźnie widać, że poeta bez wytchnienia  testował możliwości swej dykcji. Prawda – inspiracje ma zacne i wie, jak z nich skorzystać. Skłonnością do budowania racjonalnych,  przejrzystych gramatycznie, harmonijnych wizualnie, przenośni przyznaje się do terminowania u przedstawicieli pierwszej awangardy: Peipera i wczesnego Przybosia. Na własne ryzyko, z pełnym powodzeniem rozwinął jednak strategię, którą tutaj można nazwać poetyką fotografii sytuacyjnej (por. „park ludowy im. wincentego witosa, bydgoszcz”) zmierzającą do przekształcenia sumy spostrzeżeń w ikoniczny znak-zapis zdarzeń lub okoliczności. 

piątek, 03 czerwca 2011, peter1968